Archiwum kategorii ‘szkolenia, warsztaty…’

W poszukiwaniu swoich przodków i korzeni. Podróż do Nowej Zelandii.

21 Cze

Na kilka dni przed wylotem z Dublina do Nowej Zelandii, Ewa Pawlak zawitała do stolicy Irlandii, aby odetchnąć i przygotować się do dalszej podróży. I tak pewnego mroźnego marcowego wieczoru, kiedy wszyscy przygotowywali się do obchodów Wielkiej Nocy, obie Ewy, Ewa Pawlak i jej przyjaciółka Ewa Siembida, wyruszyły na dublińskie lotnisko. Pełne energii i ekscytacji nie dbały o śnieg i mróz, który niespodziewanie zawitały do Irlandii. Jedyne o czym mówiły i myślały to była Nowa Zelandia i kursy, które tam na nie czekały.

Przelot zapowiadał się ciekawie. Przesiadki w Abu Dhabi i Sydney dały możliwość delikatnego przyjrzenia się innym zupełnie odmiennym miastom i kulturom. W Aukland wylądowały po półtorej doby podróży, a po kolejnych kilku godzinach w autobusie do Rotorua, po pełnych dwóch dobach podróżowania, zawitały wreszcie do końcowego przystanku ? domku przy wspaniałym jeziorze Rotorua. Ktoś mógłby stwierdzić, że podróż była nieziemsko długa i wyczerpująca ale zapewniam was, że żadna z Ew, pomimo fizycznego zmęczenia nie żałowała swojej decyzji. Przy dobrym towarzystwie i przy dobrej obsłudze można znieść wszelkie niedogodności podróży z żartem i uśmiechem na ustach.

To była pierwsza tak długa podróż dla nich obu. Nie lada wyzwanie. Przygoda o jakiej wielu myśli ? nie możliwa do zrealizowania. A jednak, obie dziewczyny postanowiły spełnić swoje marzenie odwiedzenia kraju na drugiej półkuli ziemi.

Ludzie, którzy im towarzyszyli w trakcie podróży i w trakcie pobytu już na miejscu, zawsze byli pełni zdumienia ich niezwykłej determinacji i chęci przyjechania tak daleko. Pełni życzliwości okazywali swój podziw poprzez ciepłe słowa i serdeczną opiekę, zwłaszcza nad Ewą P., która to przypłaciła ciężar podróży mocnym przeziębieniem. Wszelkie możliwe, mniej i bardziej naturalne medykamenty ( od miodu manuka, wywaru z liści kawakawa po preparaty z grejfruta i imbiru i cytryny) i metody leczenia posypały się w jej kierunku, aby jak najłatwiej było jej przetrwać całość pobytu w Nowej Zelandii. Nikt nie stał obojętny, bo trzeba wam wiedzieć, że niezwykła otwartość i serdeczność tamtejszych ludzi, była ogromnym szokiem kulturowym dla obu Ew. Od razu poczuły się jak w domu, na rodzinnej wyspie, w otoczeniu najbliższych im przyjaciół.

Możecie zapytać po jakie licho zatem tłukły się one tak daleko. Dlaczego właśnie tam i dlaczego właśnie na takie, a nie inne kursy? I co ma to wspólnego z ich przodkami i korzeniami?

Aby lepiej wyjaśnić wam te kwestię, dobrze było by zacząć od krótkiego przedstawienia naszych dwóch bohaterek. Ewa Pawlak jak i Ewa Siembida od wielu lat prywatnie zajmują się rozwojem duchowym, zawodowo natomiast wykonują różnego typu masaże, w tym przede wszystkim Lomi Lomi Nui, który to skradł ich serca wiele lat temu. Od wielu też lat miały one marzenie pojechać kiedyś do krajów Polinezji, zwłaszcza na Hawaje, rodzinnego kraju owego masażu, aby mocniej poczuć ducha Aloha.

Obie też na przestrzeni lat wspierając siebie w rozwoju swojej praktyki rozwoju duchowego, który na codzień łączą ze swoją praktyką terapeuty masażem, poszukują ?nowych? ? ?starych? metod, które pozwalają na skuteczne uzdrawianie ciała ? umysłu ? duszy. I tak oto wiedzione własną intuicją i sercem, dzięki zaciekłym poszukiwaniom Ewy P. trafiły do Wiki Oman, jednej z najbardziej popularnych nauczycielek Maori Healing Therapy w Nowej Zelandii. Jednej z niewielu, które otwarcie propaguje tę metodę i poprzez znane sobie źródła, dąży do jak największego rozpropagowania owej metody, która to znana od pokoleń wśród Maorysów, przeżywała ostatnio ciężkie chwile. Zakazana przez oficjalne organy państwowe otarła się o całkowite wyginięcie. Teraz dzięki ludziom takim jak Papa Joe, czy Wiki Oman na  nowo odżywa i staje się coraz bardziej znana i popularna nie tylko na wyspach Polinezji ale również na całym świecie. Jej niesamowita skuteczność odziaływania zapewnia tej metodzie siłę przetrwania i rozprzestrzeniania się.

Maori Healing Therapy łączy zatem w sobie silne tradycje szamańsko ? uzdrowicielskie oraz tzw. przyziemną pracę z ciałem. Najciekawsze jest to, że najważniejszym składnikiem owej techniki jest masaż romi romi, którego nazwa jest niemal identyczna jak znane nam już lomi lomi. Okazuje się bowiem, że wiele słów w obu językach, hawajskim i maoryskim jest niezwykle podobnych, niemal identycznych, a litera ?l? z hawajskiego, zostaje zastąpiona maoryskim ?r?. Czy zatem lomi lomi i romi romi to, to samo?

Nie!

Chodź wyjściowa pozycja terapeuty jest taka sama, to reszta różni się sporo. Romi to ucisk, a lomi to długie pociągnięcia ?łapą kota?.

Tak więc wracając do historii naszych Ew, po odnalezieniu Wiki, skontaktowaniu się z nią i dowiedzeniu się wszystkiego dokładnie, obie dziewczyny nie miały wątpliwości ? to było to na co czekały od lat. To było to do czego wzywały je, ich szamańskie dusze. Co ciekawe wątek romi romi wypłynął na horyzont dokładnie w momencie, kiedy jedna z Ew pracowała właśnie nad poszukiwaniem swoich korzeni duchowych, a druga nad uzdrawianiem relacji rodzinnych na przestrzeni wszystkich pokoleń wstecz, czyli wszystkich możliwych przodków.

Jednym z ciekawszych wątków historii jest to, że około trzech tygodni przed wylotem, do załogi wynajmowanego na czas zajęć domku, dołączyła rodowita Maoryska ? Ariana. Dziewczyny nie wiedziały o sobie nic, oprócz imienia i oryginalnego pochodzenia. Jakże była ich wielka radość, kiedy tego samego wieczoru zaraz po przybyciu poznały się na żywo. Od razu poczuły się jakby się znały od zawsze, a Ariana była ich siostrą duchową. Trudno było im przestać rozmawiać i wybrać się do łóżek.

Mieszkając w tak pięknym miejscu, troszkę poza miastem, codziennie spacerując mogły podziwiać piękne widoki wzgórz, wody jeziora i niesamowicie ugwieżdżonego nieba. Droga Mleczna wydawała się znacznie bardziej mleczna niż gdziekolwiek indziej. Tysiące a właściwie miliony gwiazdek i gwiazdeczek co noc lśniło na niebie jak diamenciki. W życiu nie widziały takiego niebiańskiego przedstwawienia, aż kark bolał od nieprzerwanego wpatrywania się w górę. Zapewniam też, że łatwo o potknięcia w takiej pozycji.

Dziewczny już pierwszego ranka podążyły prosto na zajęcia Lomi Lomi wg Haunani Hopkins.

Zapowiadało się fajnie i interesująco. Ciepli, serdeczni ludzie, wspaniała atmosfera i towarzystwo rdzennej Hawajki robiło swoje. Nie da się ukryć, że widok jeziora i odbijającego się słońca od jego tafli oraz dalekich gór sprawiły, że wszyscy zakochali się w tym miejscu wszyscy, wszyscy którzy mieli okazję tu przybyć.

Znajomość Lomi Lomi Nui dała dziewczynom dobry start i pewne fory, ale ku zaskoczeniu ich samych poszczególne techniki masażu znacznie różniły się od tego co do tej pory poznały u Susan Pa?iniu Floyd. Dzięki temu nauczyły się wiele nowych i wspaniałych rzeczy, które mogą teraz wykorzystywać w swojej pracy skupionej na terapii masażem.

Pomimo tego, że nauka Lomi Lomi była wspaniałą przygodą, to nie da się ukryć, że obie przybyły tu głównie dla Romi Romi i z niecierpliwieniem czekały na ten dzień, kiedy zaczną się zajęcia w tym temacie.

Dzień przed wspomnianymi zajęciami przybyła do domku jeszcze jedna osóba. Prosto z długiej i fascynującej wyprawy zapoznawczej z wyspami Nowej Zelandii dołączyła do dziewczyn Ewa Kasprzak. Teraz zapewne już wszyscy myśleli, że w Polsce mamy same Ewy.

Ach Romi Romi. To jest to. To jest to, za czym tęskniły ich serca. Praca z tą techniką łączy nas z naszymi utraconymi cząstkami, z naszą duszą i naszymi przodkami. Dotarcie do pamięci komórkowej, odkodowywanie jej i oczyszczanie z traum przeszłości własnej i rodowej to zaiste wspaniała możliwość i dar, za którym właśnie dziewczyny przemierzyły pół świata. Maori Healing Therapy to potężne doświadczenie dla ciała, umysłu i duszy i nie jedna łza, radości, bólu, odpuszczenia, uwolnienia i pojednania popłynęła w trakcie warsztatów.

Tak, zdecydowanie można powiedzieć, że wszystkie Ewy dostały to czego szukały, to czego potrzebowały i to na co były gotowe i otwarte. A ich serca przywiązały się mocno do tamtego miejsca, jakby ono już od dawna było ich domem.

Wiedzcie jednak, że nie tylko samymi warsztatami Ewy żyły w Nowej Zelandii. Warto wspomnieć o wyprawie do polinezyjskiego spa, na gorące kąpiele w kwaśnych i zasadowych wodach,  które wzmacniają skórę i mięśnie. Jedno z nich znajdowało się na otwartym terenie, tak więc mogły się moczyć w niezwykle gorącej wodzie, otoczone wodną mgłą, podziwiając pas Oriona i Plejady, z których to chyba wszyscy rdzenni polinezyjczycy wywodzą swoje pochodzenie.

Po ukończeniu kursów, dysponując tylko jednym dniem wolnym w Rotorua, wszystkie Ewy zdecydowały się na wizytę w Te Puia ? nowozelandzkim centrum sztuki i rękodzieła, przy którym znajduje się park krajobrazowy ze słynnym gejzerem Pohutu. To miejsce można śmiało nazwać Nowa Zelandia i kultura maoryska w pigułce.

Jeszcze tylko jeden dzień w Auckland, kilka godzin spaceru, oglądania miasta i portu, tysiące fotek, pyszny obiad w jednej z portowych restauracji i czas w Nowej Zelandii dobiegał końca.

Podróż powrotna okazała się znacznie dłuższa i pełna niespodzianek. Przesiadki w Brisbane, Singapurze, Abu Dhabi i Paryżu dały się wszystkim we znaki. Poza tym naprawdę ciężko było opuszczać miejsce, w którym zakochały się ich serca. Zmęczone i wyczerpane wróciły do Dublina, skąd Ewa P. musiała jeszcze polecieć do Polski.

Myślę, że spokojnie można powiedzieć za nie trzy, w tym nie przesadzając ani trochę, że była to wyprawa ich życia. I nie dlatego, jak niektórzy mogą sądzić, że nigdy tam nie wrócą (wręcz przeciwnie wszystkie planują już kolejną wyprawę), ale dlatego, że to zmieniło ich życie. Pozwoliło im odpowiedzieć sobie na wiele dręczących je pytań i dało im siłę i motywację do wielkich zmian w ich życiach.

Odnalezienie swoich duchowych korzeni, harmonii z przodkami i swoim otoczeniem to jest to czego wielu z nas potrzebuje i poszukuje, a i to jest to, co właśnie oferuje ci Romi Romi, teraz dostępne już w twoim kraju (Polska, Irlandia). To właśnie te dziewczyny przemierzyły tę podróż nie tylko dla siebie, ale i dla wszystkich tych, którzy potrzebują romi na ziemiach tak oddalonych od Nowej Zelandii. Te oddane swoje pracy terapeuty kobiety, przywiozły dla ciebie tę maoryską sztukę leczenia, dla ciebie i twoich najbliższych, włącznie z twoimi przodkami. Nasi przodkowie to my, tak więc pora na uzdrowienie relacji z samym sobą.

Powodzenia!

Pozdrawiają:

Ewa Pawlak, wieloletni praktyk i trener hawajskiej pracy z ciałem KINOMANA, terapeuta masażysta ? Lomi Lomi Nui, Kahi Loa, Huna, Maori Healing Therapy, Romi Romi, Miri Miri, Lomi Lomi, również masaż klasyczny.

Ewa Siembida, wieloletni praktyk i nauczyciel Reiki Usui Ryoho, terapeuta masażysta ? Lomi Lomi Nui, Lomi Lomi, Kahi Loa, Shiatsu, Maori Healing Therapy, Romi Romi, Miri Miri, również twórca medytacji/relaksacji i mandali.

Ewa Kasprzak, wspaniała przyjaciółka, niesamowita spokojna i radosna osobowość, wspaniała towarzyszka podróży. Obecnie wykonująca już Lomi Lomi nui i Maori Healing Therapy, Romi Romi i Miri Miri.

 

 

 

Aloha!

07 Sty

 

Z masażem ? klasycznym jak i Lomi Lomi Nui – pracuję od 2004 roku. 

Z technikami hawajskimi miałam przyjemność zapoznać się na szkoleniu u Zbyszka Rostowskiego. Zgłębiam swoją pasję pracy z ciałem na warsztatach Susan Pa’iniu Floyd z Aloha International z Hawajów.  W maju 2011 wzięłam udział w kursie instruktorskim Kino Mana IV w Polsce i od tego czasu nauczam także Lomi Lomi Nui i całego systemu Kino Mana.

W moim rozwoju osobistym wspieram się Huną i technikami pracy z energią. Masażu klasycznego nauczyłam się pod okiem Doroty Nowak w moim rodzinnym mieście. Inicjację Reiki otrzymałam z rąk Małgosi Borkowskiej, kolejny stopień, łącznie z mistrzowskim u Ewy Siembidy. W swojej przygodzie z rozwojem najczęściej korzystam z Huny ? cenię techniki Huny na prostotę i precyzję. Z hawajskiej tradycji Huny wywodzi się mój ukochany masaż ? Lomi Lomi Nui.

Od kilku lat w mojej pracy korzystam również z kart Tarota, kart Anielskich, oraz run.

Kiedy tylko dowiedziałam się o istnieniu masażu lomi lomi poczułam, że to jest coś co powinnam robić. Nauczyłam się masazu klasycznego i dopiero potem odbyłam kolejne szkolenia lomi lomi nui. Hawajskie techniki ? system Huny, której elementem jest Lomi Lomi Nui, do tego praca z energią sprawiają, że czuję, że jestem w kontakcie ze swoją naturą. Wiem, że to ma korzystny wpływ na osoby, z którymi pracuję podczas zabiegów ? na zasadzie rezonansu ? gdy dostrajam się do wibracji zdrowia, szczęścia, błogości, stan ten udziela się również osobie masowanej:)

W roku 2013 odbyłam podróż do Nowej Zelandii. Poznałam tam na szkoleniu u Wikitorii Oman maoryskie techniki uzdrawiania poprzez masaż – romi romi i miri miri. Brałam tam również udział w kursie lomi lomi prowadzonego przez rdzenną Hawajkę, prezesa Hawaiian Lomilomi Association, Haunani Hopkins. W tym okresie również otrzymałam kwalifikacje mistrza Reiki z rąk Ewy Siembidy . 

Aloha to kochać, Być szczęśliwym i dzielić się tym szczęściem aby wzrastało w nas samych i wśród osób które spotykamy – dzielę się z Wami moimi umiejętnościami i wiedzą – zapraszam na masaże, doradztwo wg zasad huny, kursy Kino Mana – hawajskiej pracy z ciałem obejmującej masaż Lomi Lomi Nui, masaż Kahi Loa, taniec hula, automasaż oraz praca z głosem za pomocą hawajskich pieśni.

 

Pozdrawiam serdecznie – Aloha

Ewa

 

Dyplom:

Ewa Pawlak