Kilka słów o mojej pracy z Tarotem.

20 Wrz

p1190063

Tarot to talia 78 kart, pierwotnie stworzona do gry. Dzieli się na dwie grupy: wielkie Arkana składające się z 22 kart oraz Arkana Małe w liczbie 56 kart. Szybko karty te zyskały nową funkcję – przepowiadania, bądź podglądania: przyszłości, przeszłości, aspektów teraźniejszości. Przyczyną oczywiście była ludzka ciekawość i naturalna potrzeba odkrywania tajemnic. Jedni uważają go za dar od Boga, inni za dzieło Szatana. Perspektywa i odbiór tych kart oraz tego co można dzięki nim, zależy od osoby która z nimi pracuje. Mam tu na myśli tak samo osobę czytającą jak i klienta tarocisty.

Tarot jest dla mnie znakomitym narzędziem do kontaktu z podświadomością, odkrywania podświadomych programów i transformowania ich, wsparciem w świadomym kreowaniu swojej rzeczywistości, planowaniu. Tarot pomaga podejrzeć zalążki rzeczywistości będące w energetycznym polu klienta, dzięki czemu klient uświadamiając je sobie może świadomie na nie wpływać – wzmacniając je swoją energią w celu zrealizowania, jeśli uważa je za atrakcyjne dla siebie, lub odcięcia zasilania energią danego myślokształtu aby nigdy się nie zmaterializował. Jest też świetnym wsparciem w medytacji z archetypami. Talia posiada 22 karty archetypowe a medytacyjna praca z nimi może poszerzyć naszą świadomość i zrozumienie siebie.

Niewłaściwe użytkowanie Tarota może spowodować uzależnienie od czytania z Tarota – samodzielnego czy za pomocą wróżki oraz oddanie odpowiedzialności za swoje życie kartom i/lub osobie wróżącej.

Nie jestem wróżką i nie wróżę. Czym według mnie jest wróżba? Rozumiem to jako przepowiadanie przyszłości jako niezmiennej – „będzie tak czy tego chcesz czy nie, nie ważne czy to dobre czy złe”. W świetle tego czego nauczyłam się w pracy z Huną, nie mogę przyjąć twierdzenia o niezmiennej przyszłości. Przyszłość jest plastyczna i możemy ją świadomie kształtować. I do tego własnie kształtowania korzystam z potencjału który daje Tarot. Zatem, jak mówiłam wcześniej – nie wróżę. We wspólnej pracy z klientem odczytujemy zalążki zdarzeń i pracujemy nad pożądanym ukształtowaniem i zmaterializowaniem ich.

Omijam również szerokim łukiem pytania zaczynające się od słowa „czy”. Tego rodzaju pytania w pracy z kartami są ograniczające, i znowu – odpowiedź tak/nie, może być odebrana jako wyrok, a nie o to w tej pracy chodzi. Zdecydowanie bardziej rozwijające i twórcze są pytania „co?” „jak?” dające otwartą perspektywę i wskazanie różnych opcji do wyboru. Czasami jednak trudno zadać pytanie bez tego „czy?”, i jeśli nie widzę innej możliwości to ostatecznie zostaję przy tak ujętym pytaniu. Ważne jest również w stawianiu pytań aby nie zamykały drogi wyboru: czyli zamiast „co się wydarzy?” pytamy ” co może się wydarzyć?” itp. Nie dotykam również w pracy z kartami tematu osób trzecich – żadnego podglądania co ktoś myśli, planuje, robi itp. o ile nie dotyczy to bezpośrednio osoby pytającej. Robię oczywiście analizy partnerskie, ale za zgodą drugiej osoby.

Czego jeszcze nie robię? Na przykład nie zajmuję się odnajdywaniem zaginionych osób lub rzeczy, nie robię analiz zdrowotnych. W przypadku gdy klient przychodzi do mnie z tematem dotyczącym zdrowia, mogę wesprzeć wskazówkami dotyczącymi przykładowo wzmocnienia efektu leczenia wskazanego przez specjalistę. Pracuję od wielu lat z energią, więc siłą rzeczy Tarota używam do odczytów energetycznych – również w celu wzmocnienia energetycznego, poszerzenia samoświadomości oraz rozwoju duchowego i osobistego klienta. W przypadku wątpliwości czy kłaść karty najpierw robię sesję z kartami sobie. Po przemyśleniu podpowiedzi Tarota podejmuję decyzję, czasami niekoniecznie zgodną z tym co sugerowały karty 🙂

To samo polecam klientom – samodzielność . Tarot jest inspiracją a nie niezawisłą wyrocznią.

Dlaczego Tarot?

Lubię piękne, estetyczne ilustracje 🙂 Obrazy kart pobudzają podświadomość do kontaktu i rozmowy ze świadomą częścią umysłu, i do uzdrawiającej pracy energetycznej. Mam kilka talii w różnych stylach, które świetnie się sprawdzają w różnych tematach, dla różnych osób. (O moich taliach napiszę innym razem 🙂 ) Ważny jest dla mnie również aspekt kulturowy. Tarot urodził się w Europie i uznaję go za bardzo dobre, użyteczne narzędzie do rozwoju osobistego i duchowego stworzone przez kulturę Zachodu.

Jeśli więc interesuje Cię świadomy rozwój osobisty i duchowy, wolny od zrzucania odpowiedzialności na innych, zapraszam do siebie na sesje z Tarotem, kartami anielskimi, i przede wszystkim – szeroko rozumianą praktyką Huny.

Pozdrawiam serdecznie – Ewa Pawlak

* na zdjęciu karty z talii Green Witch Tarot, autor:  Ann Moura, Kiri Ostergaard Leonard, wyd.: Llewellyn 2015
 
Brak komentarzy

Kategoria: Tarot

 

Warsztaty Huny:)

23 Paź

Warsztaty Huny :

Zapraszamy na weekendowe spotkania z hawajskimi technikami pracy z ciałem i umysłem. 

1 weekend (sobota i niedziela) :

Hawajska praca z ciałem:

gimnastyka hawajska,
nauka automasażu,
taniec hula i śpiew.

Huna:

historia huny, podstawowe terminy;
siedem zasad huny;
3 poziomy jaźni, energii;
oko kanaloa;
zapoznanie się z hawajskimi technikami świadomego wpływania na własna rzeczywistość.
model człowieka wg huny i techniki skutecznego działania
nauka świadomego kontaktu ze sfera podświadomą, nauka zmiany programów podświadomości.
Wprowadzanie i realizacja celów i marzeń.
Pozbywanie się napięć z ciała.
Medytacja i nauka świadomego relaksu.
Modlitwa wg huny.

 

więcej na temat zajęć…

Zajęcia trwają od 9:00 do 20:00, w tym dwie przerwy po 1,5 h.

Kolejne 7 spotkań poświęcone 7 zasadom huny – jedno spotkanie – jedna zasada – z ćwiczeniami, na wszystkich zajęciach praca z ciałem.

Dokładny termin i miejsce zajęć, zostanie ustalony po zebraniu grupy (6-10 osób).
Zajęcia odbywają się raz w miesiącu.

Zajęcia prowadzi Ewa Pawlak, wieloletni praktyk i trener hawajskiej pracy z ciałem, masażu lomi lomi nui, kahi loa, huny, maori healing therapy, terapeuta masażysta również technik klasycznych.

Zapisy Ewa Pawlak ewa@aloha-lomi.pl .

Zapraszamy serdecznie!

 

W poszukiwaniu swoich przodków i korzeni. Podróż do Nowej Zelandii.

21 Cze

Na kilka dni przed wylotem z Dublina do Nowej Zelandii, Ewa Pawlak zawitała do stolicy Irlandii, aby odetchnąć i przygotować się do dalszej podróży. I tak pewnego mroźnego marcowego wieczoru, kiedy wszyscy przygotowywali się do obchodów Wielkiej Nocy, obie Ewy, Ewa Pawlak i jej przyjaciółka Ewa Siembida, wyruszyły na dublińskie lotnisko. Pełne energii i ekscytacji nie dbały o śnieg i mróz, który niespodziewanie zawitały do Irlandii. Jedyne o czym mówiły i myślały to była Nowa Zelandia i kursy, które tam na nie czekały.

Przelot zapowiadał się ciekawie. Przesiadki w Abu Dhabi i Sydney dały możliwość delikatnego przyjrzenia się innym zupełnie odmiennym miastom i kulturom. W Aukland wylądowały po półtorej doby podróży, a po kolejnych kilku godzinach w autobusie do Rotorua, po pełnych dwóch dobach podróżowania, zawitały wreszcie do końcowego przystanku – domku przy wspaniałym jeziorze Rotorua. Ktoś mógłby stwierdzić, że podróż była nieziemsko długa i wyczerpująca ale zapewniam was, że żadna z Ew, pomimo fizycznego zmęczenia nie żałowała swojej decyzji. Przy dobrym towarzystwie i przy dobrej obsłudze można znieść wszelkie niedogodności podróży z żartem i uśmiechem na ustach.

To była pierwsza tak długa podróż dla nich obu. Nie lada wyzwanie. Przygoda o jakiej wielu myśli – nie możliwa do zrealizowania. A jednak, obie dziewczyny postanowiły spełnić swoje marzenie odwiedzenia kraju na drugiej półkuli ziemi.

Ludzie, którzy im towarzyszyli w trakcie podróży i w trakcie pobytu już na miejscu, zawsze byli pełni zdumienia ich niezwykłej determinacji i chęci przyjechania tak daleko. Pełni życzliwości okazywali swój podziw poprzez ciepłe słowa i serdeczną opiekę, zwłaszcza nad Ewą P., która to przypłaciła ciężar podróży mocnym przeziębieniem. Wszelkie możliwe, mniej i bardziej naturalne medykamenty ( od miodu manuka, wywaru z liści kawakawa po preparaty z grejfruta i imbiru i cytryny) i metody leczenia posypały się w jej kierunku, aby jak najłatwiej było jej przetrwać całość pobytu w Nowej Zelandii. Nikt nie stał obojętny, bo trzeba wam wiedzieć, że niezwykła otwartość i serdeczność tamtejszych ludzi, była ogromnym szokiem kulturowym dla obu Ew. Od razu poczuły się jak w domu, na rodzinnej wyspie, w otoczeniu najbliższych im przyjaciół.

Możecie zapytać po jakie licho zatem tłukły się one tak daleko. Dlaczego właśnie tam i dlaczego właśnie na takie, a nie inne kursy? I co ma to wspólnego z ich przodkami i korzeniami?

Aby lepiej wyjaśnić wam te kwestię, dobrze było by zacząć od krótkiego przedstawienia naszych dwóch bohaterek. Ewa Pawlak jak i Ewa Siembida od wielu lat prywatnie zajmują się rozwojem duchowym, zawodowo natomiast wykonują różnego typu masaże, w tym przede wszystkim Lomi Lomi Nui, który to skradł ich serca wiele lat temu. Od wielu też lat miały one marzenie pojechać kiedyś do krajów Polinezji, zwłaszcza na Hawaje, rodzinnego kraju owego masażu, aby mocniej poczuć ducha Aloha.

Obie też na przestrzeni lat wspierając siebie w rozwoju swojej praktyki rozwoju duchowego, który na codzień łączą ze swoją praktyką terapeuty masażem, poszukują „nowych” – „starych” metod, które pozwalają na skuteczne uzdrawianie ciała – umysłu – duszy. I tak oto wiedzione własną intuicją i sercem, dzięki zaciekłym poszukiwaniom Ewy P. trafiły do Wiki Oman, jednej z najbardziej popularnych nauczycielek Maori Healing Therapy w Nowej Zelandii. Jednej z niewielu, które otwarcie propaguje tę metodę i poprzez znane sobie źródła, dąży do jak największego rozpropagowania owej metody, która to znana od pokoleń wśród Maorysów, przeżywała ostatnio ciężkie chwile. Zakazana przez oficjalne organy państwowe otarła się o całkowite wyginięcie. Teraz dzięki ludziom takim jak Papa Joe, czy Wiki Oman na  nowo odżywa i staje się coraz bardziej znana i popularna nie tylko na wyspach Polinezji ale również na całym świecie. Jej niesamowita skuteczność odziaływania zapewnia tej metodzie siłę przetrwania i rozprzestrzeniania się.

Maori Healing Therapy łączy zatem w sobie silne tradycje szamańsko – uzdrowicielskie oraz tzw. przyziemną pracę z ciałem. Najciekawsze jest to, że najważniejszym składnikiem owej techniki jest masaż romi romi, którego nazwa jest niemal identyczna jak znane nam już lomi lomi. Okazuje się bowiem, że wiele słów w obu językach, hawajskim i maoryskim jest niezwykle podobnych, niemal identycznych, a litera „l” z hawajskiego, zostaje zastąpiona maoryskim „r”. Czy zatem lomi lomi i romi romi to, to samo?

Nie!

Chodź wyjściowa pozycja terapeuty jest taka sama, to reszta różni się sporo. Romi to ucisk, a lomi to długie pociągnięcia „łapą kota”.

Tak więc wracając do historii naszych Ew, po odnalezieniu Wiki, skontaktowaniu się z nią i dowiedzeniu się wszystkiego dokładnie, obie dziewczyny nie miały wątpliwości – to było to na co czekały od lat. To było to do czego wzywały je, ich szamańskie dusze. Co ciekawe wątek romi romi wypłynął na horyzont dokładnie w momencie, kiedy jedna z Ew pracowała właśnie nad poszukiwaniem swoich korzeni duchowych, a druga nad uzdrawianiem relacji rodzinnych na przestrzeni wszystkich pokoleń wstecz, czyli wszystkich możliwych przodków.

Jednym z ciekawszych wątków historii jest to, że około trzech tygodni przed wylotem, do załogi wynajmowanego na czas zajęć domku, dołączyła rodowita Maoryska – Ariana. Dziewczyny nie wiedziały o sobie nic, oprócz imienia i oryginalnego pochodzenia. Jakże była ich wielka radość, kiedy tego samego wieczoru zaraz po przybyciu poznały się na żywo. Od razu poczuły się jakby się znały od zawsze, a Ariana była ich siostrą duchową. Trudno było im przestać rozmawiać i wybrać się do łóżek.

Mieszkając w tak pięknym miejscu, troszkę poza miastem, codziennie spacerując mogły podziwiać piękne widoki wzgórz, wody jeziora i niesamowicie ugwieżdżonego nieba. Droga Mleczna wydawała się znacznie bardziej mleczna niż gdziekolwiek indziej. Tysiące a właściwie miliony gwiazdek i gwiazdeczek co noc lśniło na niebie jak diamenciki. W życiu nie widziały takiego niebiańskiego przedstwawienia, aż kark bolał od nieprzerwanego wpatrywania się w górę. Zapewniam też, że łatwo o potknięcia w takiej pozycji.

Dziewczny już pierwszego ranka podążyły prosto na zajęcia Lomi Lomi wg Haunani Hopkins.

Zapowiadało się fajnie i interesująco. Ciepli, serdeczni ludzie, wspaniała atmosfera i towarzystwo rdzennej Hawajki robiło swoje. Nie da się ukryć, że widok jeziora i odbijającego się słońca od jego tafli oraz dalekich gór sprawiły, że wszyscy zakochali się w tym miejscu wszyscy, wszyscy którzy mieli okazję tu przybyć.

Znajomość Lomi Lomi Nui dała dziewczynom dobry start i pewne fory, ale ku zaskoczeniu ich samych poszczególne techniki masażu znacznie różniły się od tego co do tej pory poznały u Susan Pa’iniu Floyd. Dzięki temu nauczyły się wiele nowych i wspaniałych rzeczy, które mogą teraz wykorzystywać w swojej pracy skupionej na terapii masażem.

Pomimo tego, że nauka Lomi Lomi była wspaniałą przygodą, to nie da się ukryć, że obie przybyły tu głównie dla Romi Romi i z niecierpliwieniem czekały na ten dzień, kiedy zaczną się zajęcia w tym temacie.

Dzień przed wspomnianymi zajęciami przybyła do domku jeszcze jedna osóba. Prosto z długiej i fascynującej wyprawy zapoznawczej z wyspami Nowej Zelandii dołączyła do dziewczyn Ewa Kasprzak. Teraz zapewne już wszyscy myśleli, że w Polsce mamy same Ewy.

Ach Romi Romi. To jest to. To jest to, za czym tęskniły ich serca. Praca z tą techniką łączy nas z naszymi utraconymi cząstkami, z naszą duszą i naszymi przodkami. Dotarcie do pamięci komórkowej, odkodowywanie jej i oczyszczanie z traum przeszłości własnej i rodowej to zaiste wspaniała możliwość i dar, za którym właśnie dziewczyny przemierzyły pół świata. Maori Healing Therapy to potężne doświadczenie dla ciała, umysłu i duszy i nie jedna łza, radości, bólu, odpuszczenia, uwolnienia i pojednania popłynęła w trakcie warsztatów.

Tak, zdecydowanie można powiedzieć, że wszystkie Ewy dostały to czego szukały, to czego potrzebowały i to na co były gotowe i otwarte. A ich serca przywiązały się mocno do tamtego miejsca, jakby ono już od dawna było ich domem.

Wiedzcie jednak, że nie tylko samymi warsztatami Ewy żyły w Nowej Zelandii. Warto wspomnieć o wyprawie do polinezyjskiego spa, na gorące kąpiele w kwaśnych i zasadowych wodach,  które wzmacniają skórę i mięśnie. Jedno z nich znajdowało się na otwartym terenie, tak więc mogły się moczyć w niezwykle gorącej wodzie, otoczone wodną mgłą, podziwiając pas Oriona i Plejady, z których to chyba wszyscy rdzenni polinezyjczycy wywodzą swoje pochodzenie.

Po ukończeniu kursów, dysponując tylko jednym dniem wolnym w Rotorua, wszystkie Ewy zdecydowały się na wizytę w Te Puia – nowozelandzkim centrum sztuki i rękodzieła, przy którym znajduje się park krajobrazowy ze słynnym gejzerem Pohutu. To miejsce można śmiało nazwać Nowa Zelandia i kultura maoryska w pigułce.

Jeszcze tylko jeden dzień w Auckland, kilka godzin spaceru, oglądania miasta i portu, tysiące fotek, pyszny obiad w jednej z portowych restauracji i czas w Nowej Zelandii dobiegał końca.

Podróż powrotna okazała się znacznie dłuższa i pełna niespodzianek. Przesiadki w Brisbane, Singapurze, Abu Dhabi i Paryżu dały się wszystkim we znaki. Poza tym naprawdę ciężko było opuszczać miejsce, w którym zakochały się ich serca. Zmęczone i wyczerpane wróciły do Dublina, skąd Ewa P. musiała jeszcze polecieć do Polski.

Myślę, że spokojnie można powiedzieć za nie trzy, w tym nie przesadzając ani trochę, że była to wyprawa ich życia. I nie dlatego, jak niektórzy mogą sądzić, że nigdy tam nie wrócą (wręcz przeciwnie wszystkie planują już kolejną wyprawę), ale dlatego, że to zmieniło ich życie. Pozwoliło im odpowiedzieć sobie na wiele dręczących je pytań i dało im siłę i motywację do wielkich zmian w ich życiach.

Odnalezienie swoich duchowych korzeni, harmonii z przodkami i swoim otoczeniem to jest to czego wielu z nas potrzebuje i poszukuje, a i to jest to, co właśnie oferuje ci Romi Romi, teraz dostępne już w twoim kraju (Polska, Irlandia). To właśnie te dziewczyny przemierzyły tę podróż nie tylko dla siebie, ale i dla wszystkich tych, którzy potrzebują romi na ziemiach tak oddalonych od Nowej Zelandii. Te oddane swoje pracy terapeuty kobiety, przywiozły dla ciebie tę maoryską sztukę leczenia, dla ciebie i twoich najbliższych, włącznie z twoimi przodkami. Nasi przodkowie to my, tak więc pora na uzdrowienie relacji z samym sobą.

Powodzenia!

Pozdrawiają:

Ewa Pawlak, wieloletni praktyk i trener hawajskiej pracy z ciałem KINOMANA, terapeuta masażysta – Lomi Lomi Nui, Kahi Loa, Huna, Maori Healing Therapy, Romi Romi, Miri Miri, Lomi Lomi, również masaż klasyczny.

Ewa Siembida, wieloletni praktyk i nauczyciel Reiki Usui Ryoho, terapeuta masażysta – Lomi Lomi Nui, Lomi Lomi, Kahi Loa, Shiatsu, Maori Healing Therapy, Romi Romi, Miri Miri, również twórca medytacji/relaksacji i mandali.

Ewa Kasprzak, wspaniała przyjaciółka, niesamowita spokojna i radosna osobowość, wspaniała towarzyszka podróży. Obecnie wykonująca już Lomi Lomi nui i Maori Healing Therapy, Romi Romi i Miri Miri.

 

 

 

Maori Healing – pytania i odpowiedzi

17 Maj

Na czym polega ten zabieg?

Jest to głęboka praca na tkankach. Może być w to włączony masaż, ale większość z tego to uciskanie konkretnych punktów, które określają i wskazują inne obszary w ciele, potrzebujące uwolnienia lub oczyszczenia z napięcia lub stresu. Zabieg ten ma na celu uwolnienie się od fizycznych, emocjonalnych, duchowych i mentalnych blokad utrzymywanych długo w ciele. Pozwala ciału osoby wykreować zdrowie i dobre samopoczucie w sobie i dla siebie. Część jednej sesji może zawierać modlitwy jak również naturalne narzędzia kije, kamienie, liście, gałęzie, woda morska.

2. Czy to boli?

Jest kilka przyczyn dla których ból może się pojawić w trakcie zabiegu. Może to być zatrucie ciała, stare złamania (kości), bóle i dolegliwości utrzymywane w ciele, mała ilość wody w organizmie, poprzednie i obecne stosowanie leków i używek, napięcie w mięśniach, stres, lub głębokość ucisku. 

Zabieg ma na celu uwolnienie od blokady a kiedy ona znajduje się głęboko w ciele , ucisk musi być również głęboki, aby terapeuta mógł do niej dotrzeć, co czasami może być bolesne.

W większości przypadków znajduję łagodniejsze sposoby by uzyskać rozluźnienie, ponieważ jest wiele sposobów aby to zrobić.

Pracuję na głębokich partiach mięśni. Robię wszystko co w mojej mocy aby wesprzeć klienta w sesji, wiedząc że po skończonej pracy będzie mieć więcej swobody w ruchach, poczuje się lżejszy i ogólnie poczuje się lepiej.

Czy doświadcza się dużo bólu podczas sesji?

Ze względu na głębokość pracy pojawia się pewien ból. Gdy tak się stanie nie zawsze wycofuję się lub zwalniam ucisk, ale zawsze wspieram osobę poddającą się zabiegowi w przejściu przez to doświadczenie. To czego ja nauczyłam się na przestrzeni czasu, jest to że im więcej zanieczyszczeń (emocjonalnych, fizycznych, mentalnych) w ciele, tym więcej bólu doświadczamy.

Czy są jakieś specyficzne miejsca, które są bardziej bolesne niż inne?

Tak, łydki. U 95% ludzi są bardzo wrażliwe. Głęboki ucisk w tym miejscu może być bardzo bolesny. Łydki mówią o naszych związkach osobistych, a zwłaszcza tych, które mamy z naszymi rodzicami.

Wewnętrzna strona ud w górę do pachwiny może być bardzo bolesna dla kobiet i mężczyzn. Większość tego obszaru jest bardzo wrażliwa i mówi ona o poprzednich związkach ( zwykle seksualnych) a nieoczyszczenie ich przed wejściem w następny związek z czystą kartą. Brzuch jest siedliskiem wszystkich emocji. Organy wewnętrzne są masowane w celu usunięcia osadu, wytworzenia większego przepływu krwi i zbadania podbrzusza u kobiet. Ramiona. Jest to miejsce gdzie znajdziemy najwięcej węzłów w ciele, więc pracujemy głęboko żeby je rozwiązać .

Czy klient musi się rozebrać?

Nie. Większość sesji jest robiona z osobą kompletnie ubraną. Jeśli zajdzie potrzeba odsłonięcia jakiejś części ciała dla głębszej pracy wspartej masażem i olejem, wtedy za zgodą klienta odsłaniamy tę część, najczęściej są to plecy, i zaraz po zabiegu odkryta część zostaje ponownie osłonięta.

Jak długo trwa sesja?

Większość sesji trwa od 40 minut do godziny, jeśli sesje zakończono w ciągu 30 minut to zwykle oznacza to rozluźnione ciało w danym momencie.

 

Romi Romi – spotkanie z przodkami – moja pamiątka z Nowej Zelandii.

20 Kwi

Romi Romi – masaż maoryski, którego tradycję kultywuje się na Nowej Zelandii, zdobywa coraz większą popularność w rejonach Polinezji i Oceanii, i powoli rozprzestrzenia się na resztę świata. Jestem długoletnim praktykiem hawajskiego masażu lomi lomi nui wg szkoły Aloha International z Hawajów, i naturalną koleją rzeczy dla mnie było poznać inne techniki pracy z ciałem i energią praktykowane we wspomnianych częściach świata. Odnalazłam odpowiednie nauczycielki – Wikitoria Oman z Nowej Zelandii, Oraz rdzenna Hawajka Haunani Hopkins z Hawajów. Obydwa szkolenia miałam przyjemność odbyć w Nowej Zelandii. Doświadczyłam jak mocno mogą się różnić masaże o niemal tej samej nazwie, pochodzące z tego samego rejonu – z Hawajów – mowię tu o lomi lomi nui i lomi lomi. O tym napisze więcej następnym razem…

A co do romi romi… jest to masaż niezwykły, docierający do głębi duszy i tkanek, oczyszczający zapisy DNA z traum niesionych przez wiele pokoleń naszych przodków. Romi romi jest wskazane wszędzie tam gdzie potrzebny jest głęboki masaż tkanek. Romi oznacza podążać za cząsteczkami i pobudzać je do aktywnego ruchu i oczyszczenia z toksyn (każdego rodzaju, fizycznych i emocjonalnych). Masaż ten wykonuje się przy użyciu łokci, kolan, stóp, narzędzi takich jak kije, kamienie do masażu, oraz wody morskiej. Zabieg może wykonywać jedna lub dwie osoby. W trakcie sesji mogą się uwolnić zastałe emocje, informacje zamknięte w pamięci komórkowej oraz zapisy DNA które po uwolnieniu mogą zostać zmienione lub całkowicie wykasowane, w zależności od ich użyteczności. Uruchomienie widzenia sercem ( w języku maori „whatu manawa”) pomaga terapeucie romiromi zrozumienie stanu fizyczno-duchowego klienta tak aby informacje uzyskane tym sposobem wykorzystać w celu uzdrowienia i podniesienia jakości życia klienta. Otwiera to wolną przestrzeń („whaka watea”) na uzdrowienie i transformację oraz nowe jakości w życiu.

Klient do zabiegu kładzie się zazwyczaj w ubraniu, odsłaniane są tylko problematyczne partie ciała (najczęściej są to plecy).

Masaż ten wzmacnia odporność organizmu, reguluje ciśnienie krwi, zwiększa równowagę hormonalną, pobudza i wzmacnia narządy wewnętrzne  pomaga oczyścić się z traumy minionych pokoleń jaką nosimy w dna. 

Jeśli tylko chcesz spotkaj się ze swoimi przodkami i oczyść relację z nimi na masażu romi romi : ) Zapraszam – Ewa Helena Pawlak

 

ALOHA

20 Kwi

A – Akahai – życzliwość wyrażana poprzez czułość
L – Lokahi – jedność wyrażana poprzez harmonię
O – ‘Olu’olu – bycie sympatycznym wyrażane przez tworzenie przyjemnej atmosfery
H – Ha’aha’a – pokora wyrażona poprzez skromność
A – Ahonui – cierpliwość, wyrażona poprzez wytrwałość

 

Kahi Loa – masaż żywiołów

07 Sty

Kahi Loa – Masaż Żywiołów – tak jak Masaż Lomi Lomi Nui jest częścią Kino Mana – pracy z ciałem. Wykorzystuje wibracje 7 żywiołów wg tradycji hawajskiej: ognia, wody, wiatru, ziemi, roślin, zwierząt i ludzi.

Zabieg wykonuje się w ubraniu, bez oleju – chociaż można go łączyć z Lomi co daje wzmocnione efekty 🙂 Kahi Loa to bardzo intensywna praca z podświadomością oparta o Hunę, zawierająca:

  • wizualizację siedmiu hawajskich żywiołów,
  • bodźce fizyczne (masaż),
  • modlitwę, której fundamentem jest Świadomy kontakt z Niższym i Wyższym Ja, a mająca na celu wykorzenienie niekorzystnych wzorców i ugruntowanie w podświadomości pozytywnych treści.
 
 

Aloha!

07 Sty

 

Z masażem – klasycznym jak i Lomi Lomi Nui – pracuję od 2004 roku. 

Z technikami hawajskimi miałam przyjemność zapoznać się na szkoleniu u Zbyszka Rostowskiego. Zgłębiam swoją pasję pracy z ciałem na warsztatach Susan Pa’iniu Floyd z Aloha International z Hawajów.  W maju 2011 wzięłam udział w kursie instruktorskim Kino Mana IV w Polsce i od tego czasu nauczam także Lomi Lomi Nui i całego systemu Kino Mana.

W moim rozwoju osobistym wspieram się Huną i technikami pracy z energią. Masażu klasycznego nauczyłam się pod okiem Doroty Nowak w moim rodzinnym mieście. Inicjację Reiki otrzymałam z rąk Małgosi Borkowskiej, kolejny stopień, łącznie z mistrzowskim u Ewy Siembidy. W swojej przygodzie z rozwojem najczęściej korzystam z Huny – cenię techniki Huny na prostotę i precyzję. Z hawajskiej tradycji Huny wywodzi się mój ukochany masaż – Lomi Lomi Nui.

Od kilku lat w mojej pracy korzystam również z kart Tarota, kart Anielskich, oraz run.

Kiedy tylko dowiedziałam się o istnieniu masażu lomi lomi poczułam, że to jest coś co powinnam robić. Nauczyłam się masazu klasycznego i dopiero potem odbyłam kolejne szkolenia lomi lomi nui. Hawajskie techniki – system Huny, której elementem jest Lomi Lomi Nui, do tego praca z energią sprawiają, że czuję, że jestem w kontakcie ze swoją naturą. Wiem, że to ma korzystny wpływ na osoby, z którymi pracuję podczas zabiegów – na zasadzie rezonansu – gdy dostrajam się do wibracji zdrowia, szczęścia, błogości, stan ten udziela się również osobie masowanej:)

W roku 2013 odbyłam podróż do Nowej Zelandii. Poznałam tam na szkoleniu u Wikitorii Oman maoryskie techniki uzdrawiania poprzez masaż – romi romi i miri miri. Brałam tam również udział w kursie lomi lomi prowadzonego przez rdzenną Hawajkę, prezesa Hawaiian Lomilomi Association, Haunani Hopkins. W tym okresie również otrzymałam kwalifikacje mistrza Reiki z rąk Ewy Siembidy . 

Aloha to kochać, Być szczęśliwym i dzielić się tym szczęściem aby wzrastało w nas samych i wśród osób które spotykamy – dzielę się z Wami moimi umiejętnościami i wiedzą – zapraszam na masaże, doradztwo wg zasad huny, kursy Kino Mana – hawajskiej pracy z ciałem obejmującej masaż Lomi Lomi Nui, masaż Kahi Loa, taniec hula, automasaż oraz praca z głosem za pomocą hawajskich pieśni.

 

Pozdrawiam serdecznie – Aloha

Ewa

 

Dyplom:

Ewa Pawlak